Dlatego właśnie nie chcę tego czasu zmarnować. Zależy mi na osiągnięciu wagi 75 kg do początku wakacji. Dzisiaj waga 83,2 kg. W kwietniu o dziwo mimo jedzenia niesamowicie wielkich ilości jedzenia waga mi wahała się co prawda od 84,0 do 83,0, ale nie przytyłam. Bałam się tego bardzo, ale nie miałam czasu, ani wystarczająco siły, żeby wrócić do diety. Ale teraz nie ma wybacz. Myślałam nad bieganiem. Podobno można na tym chudnąć ogromne ilości kg, ale nie wiem, czy to na mnie zadziała. Porównując czas, gdy siedziałam na fotelu przez miesiąc prawie non stop i czas, kiedy przez miesiąc musiałam chodzić w jedną i w drugą stronę codziennie 4km pieszo do szkoły + spacery z psem, czyli kolejne 2 km pieszo więcej, to nie widziałam żadnej różnicy na wadze. Dlatego uważam, że spacerowe spalanie kcal nie działa na mnie. Dlatego zastanawia mnie, czy bieganie coś mi da. W sumie chciałabym spróbować, a gdyby samo to nic nie dawało, to dołożę cardio.
Walczę o normalność. Wczoraj miałam pierwszą jazdę samochodem. Sam na sam z facetem instruktorem. Nie szło mi źle nawet. Tylko 2 razy mi samochód zgasł. I po drodze rozmawialiśmy. Właśnie tego się bałam, że rozmawiając z kimś sam na sam znowu się zamknę w sobie tak jak kiedyś i będę chciała uciec. Na początku tworzyłam w głowie wytłumaczenie, że za bardzo się stresuję i chcę już kończyć, żeby tylko móc w razie czego wyjść szybciej z auta i uciec. Ale o dziwo było dobrze. Pod koniec całkiem fajnie nam się gadało. Może to znak, że powinnam bardziej skupić się na powrocie do normalności? Zaczynam mieć dość swojego OCD.
Mam wiele rzeczy do przemyślenia i do zrobienia. Kolejny stos decyzji do podjęcia. Miałam mieć w maju więcej wolnego, ale jak zwykle ledwo nadążam ze wszystkim.
Dziewczyny - walczcie, bo warto! Poddawaniem się jeszcze nikt nigdy nie osiągnął marzeń.
Trzymajcie się! Buziaki :*


