90. April's the time to focus..

Nie było mnie.. w sumie jakieś 2 tygodnie.. Głupio mi, że Was zostawiłam i nie umiałam znaleźć ani chwili, żeby Was wesprzeć. Mam nadzieję, że nie obraziłyście się na mnie za to. Mam problem z czasem. Tak szybko mija. Staram się nauczyć znów żyć jak dawniej w towarzystwie, trzymać dietę, mieć dobre oceny, nie zaniedbywać nikogo tak jak mi się ostatnio często udawało. I może też chciałam zobaczyć, czy dam radę się trzymać bez bloga. Było ciężko. Najgorsze są te emocje, z których nie mogę się nikomu zwierzyć, gdyby nie blog. 

Dzisiaj mija pierwszy kwartał diety. Dużo się zmieniło. Schudłam w sumie niecałe 10 kg, czyli 1/4 drogi do mojego celu. Przynajmniej widziałam już na wadze te 81,5, ale wczoraj wzrosło przez okres, który dzisiaj dostałam. Przez te 3 miesiące też nauczyłam się wielu rzeczy. Nie głoduję, nie unikam wartości odżywczych, bo mają dużo kcal. Umiem ocenić co jest zdrowe, a co nie. Mam problem ze słodyczami jeszcze, ale pracuję nad tym. Jestem zadowolona z tego, co osiągnęłam. A najlepsze są komentarze dawnych znajomych, z którymi widzę się rzadko: "wow, ale schudłaś / jak teraz ładnie wyglądasz". Niby tylko kilka słów, zbitka liter, a potrafi poprawić humor na cały dzień i w myślach tylko słyszę "TO WIDAĆ :D! a jak mnie będą chwalić jak schudnę więcej!". Nie było idealnie, ale jestem z siebie dumna.

Na następne 3 miesiące nakładam na siebie nowe cele i liczę na ich realizację. Ciało dąży do bycia ideałem, a mózg podpowiada, że osiągnięcie ideału jest niemożliwe. Jednak ja idę przez życie wg zasady "Chcąc osiągnąć perfekcję, nie uda Ci się jej osiągnąć, ale będziesz dobra. Chcąc być dobra nie osiągniesz nawet tyle." Nie dokładnie tak to szło, ale już nie pamiętam słowo w słowo. Jednak stwierdzenie uważam za jak najbardziej trafione.

Nie wiem jak dalej będzie z pisaniem bloga. Nie usunę go i nie porzucę bloga. O to się nie bójcie. Jednak nie wiem, czy będę częściej pisać, czy tylko co jakiś dłuższy czas. Liczę tylko na to, że mnie nie znienawidzicie za to. Kwiecień mnie przeraża, bo to oznacza próbne matury, wystawianie ocen, istne szkolne szaleństwo, więc będzie ciężko. I do tego chcę znaleźć możliwie jak najwięcej czasu na ćwiczenia.. Ale w maju postaram się narzucić sobie więcej blogowej dyscypliny. 

Więc oby do maja kochane :* Trzymajcie się!
Lecę Was poodwiedzać, bo czuję jakbym nie była u Was przez wieki..






100. Psychicznie rozsypana

W teorii wszystko idzie w dobrą stronę. Jestem przygotowana na to, co będzie się działo ze mną w niedalekiej przyszłości. Nie boję się już zmieniać tego, co dla mnie później będzie dawało ogromne korzyści lub po prostu co byłoby dla mnie przyjemne. Strach minął. Nastąpiło pogodzenie się z moim losem i przyswojenie sobie wiadomości, że moje cele (nie tylko dietowe) będą wymagały wiele poświęceń i walki. Jestem na to gotowa. Nie oznacza to, że jest łatwo.
A w praktyce już trzeci dzień z rzędu wieczorem siadam na swoim łóżku i łzy lecą mi same z oczu. Po głowie dudni mi myśl, że nie robię wszystkiego tego co powinnam. Ostatnio nie ćwiczę tyle ile bym chciała, do tego czy tamtego mogłam się bardziej przyłożyć, mogłam zapobiec takiej czy innej sytuacji. Czuję, że mogłabym więcej z danego dnia wycisnąć, chociaż dzień tak szybko mi się kończy i nie mam czasu wolnego, a pod koniec dnia i tak padam, bo 6h snu nie wystarcza na 18h mojej codzienności. I na koniec dochodzę do wniosku, że lepiej by było gdyby kto inny mógł dostać moje ciało i to życie, które było dane mi, a ja jego część totalnie zawaliłam. Inaczej mówiąc nie nadaję się do życia na tym świecie, bo jestem do tego za krucha.

Początek tego tygodnia ze względu na wolne od szkoły był dobry dla mnie. Ale wiecznie tak nie mogę sobie robić wolnego. Pogoda się polepszyła. Słońce jest dobre dla mnie. Za mało z niego korzystałam dzisiaj. Ćwiczenia i zdrowe jedzenie są dobre dla mnie. A ja mimo to ćwiczenia robię na pół gwizdka, aby coś tam zrobić i jedzenie zdrowe mieszam z niezdrowym, co nie da mi efektów o jakie mi chodzi.

Nie wiem, czego mi brakuje. Motywacji? Mam ją, bo inaczej bym się poddała marzeniom i celom i nawet bym nie udawała, że daję z siebie wszystko. Czasu? Pewnie gdybym nie poświęcała go tyle na idealne wykonywanie czynności tylko na samo robienie to miałabym go więcej. Siły? Do cholery w tym tygodniu byłam tylko 2 dni w szkole - nie mam po czym być zmęczona. Odpowiedniego charakteru i siły przebicia. Prawdopodobnie, ale tego nie umiem zmienić.

Nie nadaję się do tego.

Ciało odrobinę umęczone przez poprzednią właścicielkę, ale zdatne do użycia oprócz mózgu (problemy psychiczne) i życie ze sporymi możliwościami jeśli się je dobrze wykorzysta - oddam w dobre ręce.

Trzymajcie się kochane! :*

PS: Włosy wyszły z góry bardzo jasno, a z dołu prawie czarno. Na początku myślałam, że zniszczyłam sobie fryzurę, ale teraz jestem z niej dumna i cieszę się, że odważyłam się to sobie zrobić :D Świetnie to wygląda na lokach lub dobieranym!



18.03 Słoneczko, gdzie jesteś?

Ogarniam swoje życie siedząc w domu, bo wczoraj i dzisiaj do szkoły nie poszłam. Nie chciało mi się, a frekwencji bardzo niskiej nie miałam, więc mogłam sobie pozwolić. Dzisiaj idę do fryzjera. Chcę sobie przefarbować włosy. Od 2 lat tylko rozjaśniam te kłaki i stwierdziłam, że chcę coś zmienić. Zmieniłam swoje nastawienie do życia, w zasadzie całe moje życie jest wywrócone do góry nogami od 6 lat, a ja z wyglądu się nie zmieniałam. Teraz walczę o chudsze ciało, czyli nową mnie. A żeby wiedzieć, że zmiany mogą mi się udać, chcę zmienić coś jeszcze. Farbuję włosy tak jak ta dziewczyna: <klik>

Jutro idę na reszcie się zapisać na prawo jazdy :D Czekałam z tym trochę długo, bo bałam się, że jeszcze śnieg spadnie, a nie bardzo chciałabym wtedy się uczyć jeździć, albo co gorsza zdawać egzaminy. 

Tylko 23 dni szkolne (bez świąt i weekendów) do praktyk, a 38 do wakacji. U Was troszkę więcej na pewno, chyba, że maturzyści, ale te cyfry mnie motywują przy tej strasznej pogodzie do życia. Gdyby nie to, że za chwilę oceny będą wystawione i że zależy mi na 5 z angielskiego i kilku innych przedmiotów to bym spała 22h na dobę, bo musiałabym coś zjeść i może poćwiczyć ;p

Oby słoneczko szybko wróciło do nas, bo potrzebuję energii do pracy nad sobą, a nie takiego zamuła jakiego mam teraz...
Trzymajcie się cieplutko kochane! :*



15.03

Szkołę ogarniam. Oceny mam jako takie. Z jednego przedmiotu jestem zadowolona jak mam 2 lub 3, a z innego jestem na siebie zła, że nie mam max punktów, mimo, że i tak jest 5. Z dietą gorzej. Jem tyle ile planowałam, zdrowo i wgl, ale nie chudnę. Nie wiem, co robię źle. Po prostu załamuje mnie to, że waga waha się między 83,2, a 82,8 i nie spada... Może taktyka jest zła? Myślałam o zmianach w żywieniu, ale za dużo nie mogę zrobić, bo nie chcę ryzykować napadem i spadkiem metabolizmu. Myślę nad tym, by jeść 2 dni w tygodniu do 1000 kcal, a poza tym 1500 i do tego ćwiczenia. Ćwiczenia nie działają te co robiłam do tej pory. Ale przypomniało mi się, że shred mimo, że mnie nudził to dawał mi całkiem dobry spadek wagi. Może zamiast ćwiczeń na poszczególne części ciała spróbuję dalej interwałów 3x w tygodniu i 2x ćwiczenia na nogi (tego nie mogę odpuścić, bo mam uda ogromne!). Oby to zadziałało.

Na staż zdecydowałam, że pojadę. Deklarację podpisałam na 6 miesięcy. Nie mogę się doczekać!
I muszę zacząć myśleć o maturze. Zostało mi niewiele czasu, żeby podać propozycję tematu matury ustnej. Niby wiem o czym chcę pisać, ale nie wiem jeszcze dokładniej czym się zająć, bo temat jest mega szeroki. Do tego jeszcze muszę wybrać przedmioty nieobowiązkowe. Nie umiem podejmować decyzji, a teraz mam ich najwięcej do podjęcia i to mnie dołuje.

Pogoda się sypnęła. Planowałam fajny weekend z dawną kumpelą, a tu nie ma jak wyjść, bo pada deszcz i jest silna wichura.. Oby tylko śnieg nie padał.. Spadam ćwiczyć dopóki mam na to chęci, bo potem nie wiem, czy udałoby mi się ruszyć ;p
W poprzednią niedzielę byłam na zakupach i kupiłam sobie 2 bluzy sportowe w NewYorker za 50 zł, które są na prawdę super i do tego buty nike <podgląd>. Trochę kasy na to wydałam mimo przeceny, ale mam nadzieję, że się nie rozłożą przynajmniej po roku tak jak ostatnie moje buty sportowe z decathlona..

Trzymajcie się kochane! :*



08.03 Dlaczego to nie jest takie łatwe?

Od dawna wyobrażałam sobie moją przyszłość jako coś, co da się zaplanować jeśli się postaram i wtedy wszystko będzie idealne. Chciałam skończyć szkołę będąc chudą. O to walczę. Gdzieś w środku mnie siedzi głos, który mówi mi, że teraz jestem fit, żeby mieć mięśnie i nie mieć wiszącej skóry tylko po to, by później wrócić do any, bo z mięśni się łatwiej chudnie i nie będę miała problemu ze skórą. Udaję sama przed sobą, że chcę tego, żeby być zdrowa. A tak na prawdę męczy mnie każdy ruch, który robię by spalić kalorie. Nie powinno tak być. Po szkole poszłabym na takie studia, które zapewnią mi pracę i przeprowadzę się do mieszkania, które wyczyszczę po swojemu na połysk, chodząc na imprezy do klubów znajdę sobie faceta i po studiach 5-10 lat popracuję, a potem wezmę sobie kredyt na własny dom i będę szczęśliwa. To byłoby łatwe. Jednak nie prawdziwe. Nareszcie to do mnie dotarło, że nie dam rady zaplanować wszystkiego, a ciągnąc całe życie na wymówkach, żeby tylko utrzymać chorobę przy sobie, to nie jest dobry pomysł na życie. Zrozumiałam to, ale nie jestem jeszcze w stanie zmienić swojego myślenia. Nie umiem się pogodzić z tym, że nie zawsze będę siedziała w ciepłym domu, gdzie czasu wolnego będę miała mnóstwo oraz kasy wystarczy na wszystkie moje zachcianki. 

Dostałam propozycję od dyrektora mojego technikum wyjazdu po szkole (po maturze i egzaminie zawodowym) do Anglii na staż w ramach jakiegoś projektu. Na 2, 6 lub 12 miesięcy. Nocleg i wyżywienie są refundowane z Unii. Nie wiem czy chcę jechać. Niby chcę, bo to wielka szansa dla mnie na dobrą przyszłość, a z innej nie chcę. A może chcę, ale się boję po prostu? Byłam w ogromnym szoku, że moi rodzice nie robili problemu z tego, że miałabym tak po prostu wyjechać tak daleko. Na praktyki w to samo miejsce zabronili mi pojechać. Jeszcze teraz nie wierzę, że wszyscy z rodziny mówią, że powinnam skorzystać z tej okazji. Po raz pierwszy jak to nazywają muszę podjąć tak ważną życiową decyzję. Jest też w tym taki problem, że jeśli pojadę to nie wiem na jaki termin się zdecydować. 6 w ogóle mi nie odpowiada. Mogę wyjechać na 2 miesiące (w wakacje) i potem wrócić do Polski na studia. A mogę też wyjechać na 12 miesięcy i na studia pójść za rok. 2 miesiące to bezpieczna oferta, ale gdybym tam została, to potem muszę sama zadbać o to, by mieć co jeść i gdzie spać. A 12 jest ryzykowna, bo jeśli mi się trafi psychiczny pracodawca, to się nie wywinę, bo będę musiała karnie zapłacić mnóstwo kasy. Ale w zamian pobyt jest dłużej finansowany z kieszeni szkoły. Co byście zrobiły na moim miejscu?

Ze szkołą idzie mi o dziwo ok. Nawet te przedmioty, które sprawiały mi problemy są dla mnie teraz jakby łatwiejsze. Stoję przed trudnym wyborem przedmiotów, które będę zdawać na maturze.Ale oceny mam dobre. Nie mam na co narzekać :) Gorzej jest z dietą. Nie ćwiczyłam, chociaż powinnam. Nie wysypiałam się i zazwyczaj czas, który zaplanowany miałam na ćwiczenia poświęcałam drzemce na kanapie w salonie. Jeszcze do tego w ten weekend nie będę mogła odpocząć, bo dzisiaj będą u mnie goście (urodziny mojego brata) i tona jedzenia, które mnie przeraża tym bardziej po wczorajszym wieczornym napadzie. Moja mama się stara mi pomóc i robi tyle ile się tylko da, żebym mogła jeść coś zdrowego dzisiaj. Gotowane mięso, sałatki. Jestem jej wdzięczna, że się stara, bo kiedyś nie było między nami tak dobrego kontaktu :) Problemem jest też niedziela, bo podobno jedziemy na zakupy, co oznacza nowe słodycze do omijania. Nie będzie łatwo.
Trzymajcie za mnie kciuki dzisiaj, proszę! :*

Powodzenia kochane! Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet! :*



03.02

W szkole było ok :) Jutro miałam mieć 3 lekcje, bo się nauczycielki pochorowały, ale mam 4, bo się wepchnęła w zastępstwo moja wychowawczyni z matematyką. Wkurza mnie już. Jeszcze ani razu na zwolnieniu nie była. 1 raz przez 3 lata mojej nauki nie było jej w szkole (nie w tym roku szkolnym). Matematykę robimy na każdym zastępstwie i godzinie wychowawczej, a mimo to jesteśmy "4 lekcje do tyłu z materiałem" i wtedy zadaje nam po 30 zadań codziennie, a że nie ma już skąd je brać, to czemu nie ze zbiorków dla STUDENTÓW MATEMATYKI. -.- Nie ogarniam tej baby.

Gorzej było po szkole. Ogarniając się do odrabiania lekcji i ćwiczeń zauważyłam brata z paczką chipsów przy sobie. Moich ulubionych - paprykowych. Tzn kiedyś je lubiłam, a teraz nie powinnam. I skończyłam po nie wiem jakiej ilości (chyba 3-4 garści) jak opróżniłam paczkę. Nawet mnie brat nie powstrzymał. A tak czekałam na jego słowa, że gruba jestem, a znowu jem. Albo na jego marudzenie, że wszystko mu wyżrę. Nic nie powiedział. Jak go potrzebuję, to ma to gdzieś. No i jakoś bym to przebolała, bo może kiedyś tą tonę kalorii spaliłabym, ale po obiedzie jeszcze trafiłam na ciastka owsiane z cukrem. Niby tylko zjadłam 2, ale przecież miałam skończyć z tym "złym żarciem". I nawet nie mogłam iść pobiegać, bo brat mi zabrał psa sprzed nosa i sam z nim poszedł na spacer, a bez tego świra z dopalaczem w d. na smyczy to biegać nie potrafię ;( Póki co rezygnuję z wyzwania nie jedzenia słodyczy. Całe szczęście, że chociaż te przysiady i brzuszki chce mi się jeszcze robić :)
A najgorsze jest to, że w salonie leży jeszcze moja otwarta czekolada mleczna z soboty. Wtedy skończyłam po 2 rządkach, a teraz? Mam nadzieję, że wgl jej nie tknę, chociaż nie wiem, czy wierzyć w takie cuda. Może jak galaretkę sobie zrobię mega rozcieńczoną i ją zjem to mi przejdzie? Oby!

2 miesiące do spokoju - praktyk. Męczą mnie te spojrzenia ludzi w szkole na mnie. Męczą mnie te ciche śmiechy na końcu klasy, które wiem, że nie są skierowane do mnie, ale ja mam wrażenie, że to ze mnie się śmieją. Nie z sylwetki. Chociaż to jest prawdopodobne, ale mam to gdzieś, bo przecież kiedyś będę chuda i wtedy będą mogli te komentarze sobie wsadzić. Ale czuję się tak, jakby śmiali się z mojego zachowania. Jestem przecież cholernym świrem i nie chcę tego zmienić póki jeszcze mogę, bo nie chce mi się. A może mi się tylko wydaje? Może to nie ze mnie się śmieją? Ale ja jednak chyba wolę, żeby to było ze mnie. To mi przynajmniej daje motywację do ćwiczeń.

Od kilku lat planuję iść na studia w kierunku farmacja. Dowiedziałam się, że muszę zdawać biologię i chemię na rozszerzonym, żeby się dostać, a ja planowałam podstawowy. Nie dam rady się na to dostać. A poza tym już nie jestem nawet pewna, czy chcę być aptekarką. Nie wiem co robić. Jak wybrać sobie kierunek, w którym będę w przyszłości pracowała?

Trzymajcie się kochane moje cieplutko! :* Powodzenia :*



02.03

Wczoraj miałam jechać do kina z rodziną i znajomymi rodziców. Nie pojechałam, bo jak się okazało młodsi się powypisywali z wyjazdu, bo inne plany mieli, a mi głupio byłoby potem łazić po sklepach z obstawą wszyscy +40 lat, a tylko ja 18. I tak wgl to nie miałabym z kim nawet gadać ani nic. No więc zostałam w domu. Poćwiczyłam w tym czasie, pokręciłam hula hop (dopiero się uczę i nie wychodzi mi, ale chciałabym to w końcu umieć) i w nagrodę zjadłam 2 paski czekolady mlecznej. Nie taki był plan i wgl wiem, że to było złe, ale nie mam dziwnym trafem wyrzutów sumienia. Całe szczęście, że chociaż zmieściłam się w bilansie :) 

Dzisiaj mega zdrowo. Ale to tylko do wieczora. Bo potem będzie gorzej. Jadę do babci na urodziny. Nie chcę tam jechać, bo mogłabym lekturę przynajmniej poczytać czy coś, ale nie mam wyboru. I wgl nie lubię tej babci. Mama mojej mamy co prawda ma wady, ale jest tą najukochańszą babcią mimo wszystko. Wgl jakoś bardziej mnie zawsze ciągnęło do rodziny od strony mamy. A od strony ojca? Nie pamiętam czy kiedykolwiek jechałam tam, bo chciałam. Zawsze było to tylko robione z przymusu, bo dawno nie byłam, albo bo trzeba. A jak tam Wasze babcie? Też macie taki podział?

Od wczoraj używam kilku nowych aplikacji na smartfony dietetycznych. Część mogę polecić, bo bardzo mi się spodobały. Np. FatSecret - podlicza kalorie zjedzone i spalone, kontroluje wagę i działa podobnie do MyFitnessPal, z tym wyjątkiem, że można ustawić sobie język Polski i nie trzeba szukać daleko jedzenia, które się zjadło wśród tony nieznanych nam amerykańskich produktów. Można tam też dodawać znajomych, więc jak ktoś by chciał, albo już korzysta z tej aplikacji i ciekawy jest moich bilansów to zapraszam :) Nazwa użytkownika - Shevi95. Jednak największym szokiem były dla mnie aplikacje runtastic. Są tam takie co nawet liczą za mnie ile brzuszków zrobię, albo kroków na spacerze, a ja muszę tylko trzymać telefon. Świetne to jest! Akurat dla mnie na wyzwanie 30 day sit ups i squats :)

Trzymajcie się kochane! Korzystajcie z wiosennego słoneczka :) Ja jutro idę biegać, co jest najdziwniejszą rzeczą jaką kiedykolwiek powiedziałam, bo po 30m dyszę, ale spróbuję! A Wy jakie macie plany ćwiczeniowe?


01.03 Plany na marzec

Luty nie był idealny pod względem diety i ćwiczeń. Co prawda ostatnio się ogarnęłam i wgl, ale nie było aż tak dobrze jak bym chciała. Do tego nie za bardzo wychodziła mi organizacja czasu, bo nie umiałam znaleźć czasu na bloga i czasem na ćwiczenia mimo siedzenia non stop na youtube i facebooku. Nie mam zamiaru rezygnować z korzystania z tych portali, ale chciałabym to ograniczyć. Co do diety chciałabym spróbować wyzwania ukradniętego od Ewy, czyli Healthy challenge. Do tego 31 days squat, żeby troszkę moja pupa lepiej wyglądała i do tego 3x w tygodniu spacer z psem i 6x w tygodniu trening cardio, interwałowy lub HIIT przynajmniej po 10 minut dziennie. Będę potrzebowała mnóstwo motywacji. Już w zeszłym tygodniu porwałam drukarkę i wydrukowałam tonę Fitspo, które rozwiesiłam po pokoju :P
Poza tym planuję zacząć wyzwanie 100 dni do wakacji, które sama wymyśliłam. Może ktoś się przyłączy? Więcej info w Menu -> Wyzwania

Na wadze 84,0 kg. Bałam się, że będzie więcej. Czwartek i piątek nie były idealne, bo pierwszego dnia pączki się na mnie uwzięły, a wczoraj ojciec dostał z pracy całą tacę puszystych faworków, więc.. po prostu się nie udało. Po części to przez wzbudzony apetyt z powodu zbliżającego się okresu. Ale nie mam zamiaru się poddawać. Dzisiaj pierwszy dzień marca. W lutym zeszło ze mnie zaledwie 1 kg, ale mam nowy miesiąc, żeby schudnąć o wiele więcej :) Mam czasami dołki, czasami nie chce mi się nic i nie wierzę, że mi się uda, bo jeszcze nigdy nie byłam chudziutka, ale mimo to próbuję. Teraz mam za to mnóstwo motywacji. Pyszne, zdrowe śniadanko i za chwilę ćwiczenia. :D Szkoda tylko, że ten weekend będzie pełen możliwości wpadki. Dzisiaj wieczorem kino ze znajomymi rodziców, a jutro urodziny babci. Trzymajcie kciuki, żeby nie było katastrofy, bo taki początek miesiąca to nie byłby dobry znak..

Trzymajcie się kochane!! :*