Nie było mnie.. w sumie jakieś 2 tygodnie.. Głupio mi, że Was zostawiłam i nie umiałam znaleźć ani chwili, żeby Was wesprzeć. Mam nadzieję, że nie obraziłyście się na mnie za to. Mam problem z czasem. Tak szybko mija. Staram się nauczyć znów żyć jak dawniej w towarzystwie, trzymać dietę, mieć dobre oceny, nie zaniedbywać nikogo tak jak mi się ostatnio często udawało. I może też chciałam zobaczyć, czy dam radę się trzymać bez bloga. Było ciężko. Najgorsze są te emocje, z których nie mogę się nikomu zwierzyć, gdyby nie blog.
Dzisiaj mija pierwszy kwartał diety. Dużo się zmieniło. Schudłam w sumie niecałe 10 kg, czyli 1/4 drogi do mojego celu. Przynajmniej widziałam już na wadze te 81,5, ale wczoraj wzrosło przez okres, który dzisiaj dostałam. Przez te 3 miesiące też nauczyłam się wielu rzeczy. Nie głoduję, nie unikam wartości odżywczych, bo mają dużo kcal. Umiem ocenić co jest zdrowe, a co nie. Mam problem ze słodyczami jeszcze, ale pracuję nad tym. Jestem zadowolona z tego, co osiągnęłam. A najlepsze są komentarze dawnych znajomych, z którymi widzę się rzadko: "wow, ale schudłaś / jak teraz ładnie wyglądasz". Niby tylko kilka słów, zbitka liter, a potrafi poprawić humor na cały dzień i w myślach tylko słyszę "TO WIDAĆ :D! a jak mnie będą chwalić jak schudnę więcej!". Nie było idealnie, ale jestem z siebie dumna.
Na następne 3 miesiące nakładam na siebie nowe cele i liczę na ich realizację. Ciało dąży do bycia ideałem, a mózg podpowiada, że osiągnięcie ideału jest niemożliwe. Jednak ja idę przez życie wg zasady "Chcąc osiągnąć perfekcję, nie uda Ci się jej osiągnąć, ale będziesz dobra. Chcąc być dobra nie osiągniesz nawet tyle." Nie dokładnie tak to szło, ale już nie pamiętam słowo w słowo. Jednak stwierdzenie uważam za jak najbardziej trafione.
Nie wiem jak dalej będzie z pisaniem bloga. Nie usunę go i nie porzucę bloga. O to się nie bójcie. Jednak nie wiem, czy będę częściej pisać, czy tylko co jakiś dłuższy czas. Liczę tylko na to, że mnie nie znienawidzicie za to. Kwiecień mnie przeraża, bo to oznacza próbne matury, wystawianie ocen, istne szkolne szaleństwo, więc będzie ciężko. I do tego chcę znaleźć możliwie jak najwięcej czasu na ćwiczenia.. Ale w maju postaram się narzucić sobie więcej blogowej dyscypliny.
Więc oby do maja kochane :* Trzymajcie się!
Lecę Was poodwiedzać, bo czuję jakbym nie była u Was przez wieki..





Pisz według swojego komfortu. To najważniejsze. To byłoby bez sensu, gdybyś pisała posty na siłę. Trzymaj się nie mniej jednak ciepło i zostań z nami <3
OdpowiedzUsuńBrak czasu zawsze jest najgorszy ;/ Ale zmusza do lepszej organizacji ;)
OdpowiedzUsuńMi też brak czasu na bloga, ale staram się jednak pisać. Od bloga ważniejsza jest dieta, jak nie dasz rady pisać regularnie to chociaż napisz za te 3 miesiące ile ważysz ;)
Powodzenia!
Wow 10 kg, to na pewno widać że schudłaś :) A takie komentarze od znajomych tylko bardziej motywują :) Wyobrażam sobie ile masz teraz obowiązków, u mnie przed maturą też było istne szaleństwo :P Trzymaj się ;*
OdpowiedzUsuń10 kg, to naprawdę sukces, oby tak dalej! Nie przejmuj się brakiem czasu. To chyba zmora całego świata... ważne, żeby czasami choć na chwilę odsapnąć i zrobić coś dla siebie... Mądre jest to, co napisałaś o perfekcji. Bylebyśmy tylko miały dość siły, by temu podołać. Ale wierzę, że mamy. Trzymam kciuki za dalsze sukcesy, i wpadaj tu jak tylko będziesz miała chwilkę :P
OdpowiedzUsuń10 kg to ogromny sukces! wyobrażam sobie jak bardzo musi być widać różnicę :) gratulację, naprawdę. Zapraszam do mnie, dopiero co założyłam nowego bloga http://my-skinny-diaryx.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń10 kg to i tak super. Treaz bedzie tylko lepiej bo wiesz już co i jak ;) Oby do maja :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń10 kg to sukces! Trzymaj tak dalej wiem że łatwo nie jest (naprawdę wiem - jesteśmy podobnej wagi i wzrostu - to znaczy byłam podobna zanim zrzuciłaś 10 kg). Nie poddawaj się tylko - ja tak zrobiłam, teraz szlag mnie trafia, też widziałam 84 na wadze, a później... Czekam na kolejny odzew. Trzymaj się.
OdpowiedzUsuń