Pierwszy post. Nowy, świeży blog. Prowadziłam w przeszłości wiele z nich. Część o grafice komputerowej, a potem blogi o diecie. Od lipca 2011 roku odchudzałam się do końca 2012 roku. Schudłam wtedy z 89 kg do 74 kg. Byłam z siebie taka dumna! Chociaż wystraszona i zdezorientowana również. Wystraszona wszystkim tym, co w internecie pisało się na temat diety pro ana. Problemy z sercem, całym przewodem pokarmowym. Bałam się każdego bólu brzucha, każdego silniejszego bicia serca. I do tego nie wiedziałam co dalej. Bałam się ciągnąć te naprzemienne głodówki i napady na jedzenie. Bałam się wizyt u lekarza, pielęgniarki szkolnej, a nie do zniesienia były badania krwi (robione z innych powodów niż niedobory itd.). Strach, radość z osiągnięcia, panika. I do tego jeszcze to cholerne kochane ocd.
Nie powinnam darzyć go takim uczuciem. Powinnam je nienawidzić, ale gdy próbuję się go pozbyć, po pewnym czasie wracam do niego z tęsknoty. Z chęci objęcia ponownej kontroli nad samą sobą. Długo z nim jestem, tak samo jak z depresją. Nie wiem jak wyglądałoby moje życie bez nich. Prawdopodobnie tak jak każdej innej normalnej dziewczyny. A ja nie jestem normalna. Kto inny wpakowałby się w takie bagno i wychodząc na brzeg nagle decydowałby się wrócić na sam środek tego wszystkiego dodatkowo zapadając się w błoto co raz bardziej? Ja. Kto inny ze strachu wychodząc z niszczącej od środka diety powróciłby do niej z potrzeby chorego umysłu? Ja. Mogłabym zacząć zdrową dietę. Ale nie potrafię. Mogłabym zignorować potrzebę kontroli nad własnym życiem, które mi daje moje ocd. Ale jeśli daje mi ono szczęście to po co?
Depresja i ocd działają na przemian wciskając mnie co raz głębiej w czarną dziurę. Gdy jest wszystko wspaniale przychodzi depresja ze swoimi wątpliwościami co do tego, co mówię, co robię, kim jestem i jak wyglądam. Myśli takie opanowują cały mój umysł, aż nie umiem wykonać ani jednego ruchu więcej. Wtedy "na pomoc" przychodzi mi ocd. Każe mi wyczyścić siebie i wszystko co mnie otacza z tego wszechogarniającego brudu od dotyku innych ludzi. Najpierw przychodzi szał. Złość na samą siebie, że dopuściłam do takiego stanu. Po wszystkim jednak ogarnia mnie spokój i szczęście. Nareszcie trzymam swój los we własnych rękach. Lecz mimo to nadal istnieje ryzyko, że ktoś mi tą czystość zrujnuje. Wtedy na parkiet wraca depresja oddalająca mnie od wszystkich. Pętla na szyi. Brak możliwości ruchu w żadną ze stron.
Przez to wszystko straciłam wszystkich, którzy dla mnie coś znaczyli i ja dla nich również. Chyba. Została mi tylko rodzina, która mimo wszystko jest przy mnie, bo musi.
ŚRODA, 01.01.2014
Jajecznica (1 jajko, ćwierć cebuli i 2 plasterki szynki) = 166 kcal
Pół porcji bigosu = 83 kcal
Kromka chleba = 70 kcal
2 kieliszki szampana = 144 kcal
Małe dzwonko od karpia = 143 kcal
2 kawy z mlekiem = 40 kcal
Mała porcja galaretki = 160 kcal
Razem = 806 kcal
CZWARTEK, 02.01.2014
Kawa z mlekiem = 20 kcal
2 ziemniaki z sosem serowym i mięsem = 351 kcal
2 ogórki w zalewie octowej = 12 kcal
Ćwiartka zielonego melona = 65 kcal
Połowa pomelo = 114 kcal
Razem = 562 kcal
2 ziemniaki z sosem serowym i mięsem = 351 kcal
2 ogórki w zalewie octowej = 12 kcal
Ćwiartka zielonego melona = 65 kcal
Połowa pomelo = 114 kcal
Razem = 562 kcal
Twój post mimo, że pierwszy również się świetnie czyta ;)
OdpowiedzUsuńJa już mam dziwne upodobania, wole czytać notki kogoś w przybitym nastroju, bo przynajmniej to jest szczere i prawdziwe.
Dziękuję że wpadłaś, mam nadzieję, że będziemy się wspierać.
Powodzenia ! *.*
Kiedyś juz udało ci się schudnąc to uda się znowu ;D
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki ;*