Jestem głupia. To już oficjalne. Zastanawiam się, czy czasem nie powinni mnie za to zamknąć w jakimś zakładzie specjalnym czy coś.
To miał być super dzień. Choroba jakby ustępowała i wgl było super. Rodzice zadecydowali, że jadą do Gdańska na większe zakupy, a że nie mieszkamy tak blisko i mieli zabrać mojego brata ze sobą wychodziło na to, że miałam mieć dom dla siebie cały. Wiecie, ćwiczenia bez obaw, że za dużo skaczę i się sufit na parterze trzęsie albo ukrywanie się po łazienkach, żeby nie słyszeli jak dyszę ze zmęczenia czy coś. No i jak pojechali to musiałam zjebać to. Zachciało mi się "ostatecznie zawalczyć z chorobą" i pochłonąć trochę witamin. Postanowiłam na śniadanie zeżreć peełny talerz owoców. 1 pomarańcza, pół jabłka, liczi, 5 mandarynek i banan. Z kaloriami nie jest źle. Ale co zrobiłam w tym głupiego? Zjadłam to na pusty brzuch. OSTRZEGAM. Nigdy tego błędu nie róbcie. Tak w skrócie to po zjedzeniu przez 30 min było ok, ale potem z mojej paszczy wydobywał się specyficzny zapach kwasu, czułam jakby mi żołądek pękł i rozlał się po ciele z tym kwasem, a najlepsze było to, że byłam z tym sama w domu i nie wiedziałam co z tym zrobić. Wyczytałam w necie, że to mogą być wrzody żołądka. Wszystkie objawy pasowały. A płakać zaczęłam dopiero przy przeczytaniu następnego, że wrzody takie mogą pękać i to może do śmierci doprowadzić. Zaczęłam się czuć jakby to byl na serio koniec. Niewyobrażalny ból. Czułam to pęknięcie (chyba). To nie miało tak wyglądać.. Chciałam jeszcze w życiu chociaż móc się wreszcie wyprowadzić od rodziców. Ryczałam bite pół godziny, ale potem zorientowałam się, że nie ma co przeżywać. Póki co żyję i tylko bardzo boli.
Potem było lepiej. Pogadałam z mamą po jej powrocie. Odpowiedziała, że po prostu sobie tak przekwasiłam żołądek, że narobiłam sobie sama szkody. No i przez to teraz muszę wypijać szklankę mleka co jakiś czas. Ale nerwy były nie do opisania. I ciągle czuję ten kwas w ustach.
A na koniec oczywiście rodzice przywieźli coś z kfc, więc zjadłam trochę, ale jednak o trochę za dużo..
Jeszcze jakbym miała tego mało to ojciec musiał mnie dobić swoimi docinkami, że mogłabym kogoś sobie znaleźć, bo on nie ma zamiaru utrzymywać mnie na zawsze, a mam już przecież 18 lat. Po prostu mam czasem ochotę ostrzec go, że ja mu też podobnie odpowiem jak będzie mnie potrzebował na starość...
NIEDZIELA, 05.01.2014
Owoce = 354 kcal
2 kostki czekolady = 42 kcal
Longer z kfc = 290 kcal
3 hot wingsy z kfc = 368 kcal
2 szklanki mleka 2% = 230 kcal
Razem = nie zliczam, bo lepiej się poczuję jak nie zobaczę tej wielkiej liczby...
PONIEDZIAŁEK, 06.01.2014
2 szklanki mleka 2% = 230 kcal
2 zrazy = 270 kcal
Kromka chleba z masłem = 84 kcal
5 ciastek kokosowych polanych czekoladą -.- = 330 kcal
2 szklanki mirindy jabłkowej = 172 kcal
Razem = 1 086 kcal
Cholera jasna.. Nienawidzę siebie za te bilanse. Ale jutro do szkoły, więc będzie lepiej. Musi być lepiej.
A na koniec oczywiście rodzice przywieźli coś z kfc, więc zjadłam trochę, ale jednak o trochę za dużo..
Jeszcze jakbym miała tego mało to ojciec musiał mnie dobić swoimi docinkami, że mogłabym kogoś sobie znaleźć, bo on nie ma zamiaru utrzymywać mnie na zawsze, a mam już przecież 18 lat. Po prostu mam czasem ochotę ostrzec go, że ja mu też podobnie odpowiem jak będzie mnie potrzebował na starość...
NIEDZIELA, 05.01.2014
Owoce = 354 kcal
2 kostki czekolady = 42 kcal
Longer z kfc = 290 kcal
3 hot wingsy z kfc = 368 kcal
2 szklanki mleka 2% = 230 kcal
Razem = nie zliczam, bo lepiej się poczuję jak nie zobaczę tej wielkiej liczby...
PONIEDZIAŁEK, 06.01.2014
2 szklanki mleka 2% = 230 kcal
2 zrazy = 270 kcal
Kromka chleba z masłem = 84 kcal
5 ciastek kokosowych polanych czekoladą -.- = 330 kcal
2 szklanki mirindy jabłkowej = 172 kcal
Razem = 1 086 kcal
Cholera jasna.. Nienawidzę siebie za te bilanse. Ale jutro do szkoły, więc będzie lepiej. Musi być lepiej.
Bilanse nie za piękne, ale nie załamuj się...
OdpowiedzUsuńWyobrażam sobie co musiałaś czuć czytając informacje w internecie na temat wrzodów jednak doskonale widać, że nie wszystko jest takie straszne, jak się nam w pierwszej chwili mogłoby wydawać.
A ojcem się nie przejmuj, pogada sobie i mu przejdzie, to, że skończyłaś 18 lat nie znaczy, że musisz już harować jak wół, wyprowadzić się i zakładać rodzinę. To przecież Twoje życie i zrobisz z nim co będziesz chciała i kiedy Ty będziesz chciała. Nie warto brać do siebie słów innych. Można jedynie z nich wyciągnąć jakieś korzystne dla siebie wnioski. Jakby nie było nikt za nas życia nie przeżyje...
Wierzę, że następnym razem pochwalisz się nam boskim bilansem, dasz radę ! *.*
fajnie znaleźć blog osoby która zmaga się z podobną wagą jak ja i też się odchudza :), kochana ćwiczysz coś?
OdpowiedzUsuń