05.01, 06.01 Niektórzy nawet do myślenia się nie nadają

Jestem głupia. To już oficjalne. Zastanawiam się, czy czasem nie powinni mnie za to zamknąć w jakimś zakładzie specjalnym czy coś.
To miał być super dzień. Choroba jakby ustępowała i wgl było super. Rodzice zadecydowali, że jadą do Gdańska na większe zakupy, a że nie mieszkamy tak blisko i mieli zabrać mojego brata ze sobą wychodziło na to, że miałam mieć dom dla siebie cały. Wiecie, ćwiczenia bez obaw, że za dużo skaczę i się sufit na parterze trzęsie albo ukrywanie się po łazienkach, żeby nie słyszeli jak dyszę ze zmęczenia czy coś. No i jak pojechali to musiałam zjebać to. Zachciało mi się "ostatecznie zawalczyć z chorobą" i pochłonąć trochę witamin. Postanowiłam na śniadanie zeżreć peełny talerz owoców. 1 pomarańcza, pół jabłka, liczi, 5 mandarynek i banan. Z kaloriami nie jest źle.  Ale co zrobiłam w tym głupiego? Zjadłam to na pusty brzuch. OSTRZEGAM. Nigdy tego błędu nie róbcie. Tak w skrócie to po zjedzeniu przez 30 min było ok, ale potem z mojej paszczy wydobywał się specyficzny zapach kwasu, czułam jakby mi żołądek pękł i rozlał się po ciele z tym kwasem, a najlepsze było to, że byłam z tym sama w domu i nie wiedziałam co z tym zrobić. Wyczytałam w necie, że to mogą być wrzody żołądka. Wszystkie objawy pasowały. A płakać zaczęłam dopiero przy przeczytaniu następnego, że wrzody takie mogą pękać i to może do śmierci doprowadzić. Zaczęłam się czuć jakby to byl na serio koniec. Niewyobrażalny ból. Czułam to pęknięcie (chyba). To nie miało tak wyglądać.. Chciałam jeszcze w życiu chociaż móc się wreszcie wyprowadzić od rodziców. Ryczałam bite pół godziny, ale potem zorientowałam się, że nie ma co przeżywać. Póki co żyję i tylko bardzo boli. 
Potem było lepiej. Pogadałam z mamą po jej powrocie. Odpowiedziała, że po prostu sobie tak przekwasiłam żołądek, że narobiłam sobie sama szkody. No i przez to teraz muszę wypijać szklankę mleka co jakiś czas. Ale nerwy były nie do opisania. I ciągle czuję ten kwas w ustach.
A na koniec oczywiście rodzice przywieźli coś z kfc, więc zjadłam trochę, ale jednak o trochę za dużo..

Jeszcze jakbym miała tego mało to ojciec musiał mnie dobić swoimi docinkami, że mogłabym kogoś sobie znaleźć, bo on nie ma zamiaru utrzymywać mnie na zawsze, a mam już przecież 18 lat. Po prostu mam czasem ochotę ostrzec go, że ja mu też podobnie odpowiem jak będzie mnie potrzebował na starość...

NIEDZIELA, 05.01.2014
Owoce = 354 kcal
2 kostki czekolady = 42 kcal
Longer z kfc = 290 kcal
3 hot wingsy z kfc = 368 kcal
2 szklanki mleka 2% = 230 kcal
Razem = nie zliczam, bo lepiej się poczuję jak nie zobaczę tej wielkiej liczby...

PONIEDZIAŁEK, 06.01.2014
2 szklanki mleka 2% = 230 kcal
2 zrazy = 270 kcal
Kromka chleba z masłem = 84 kcal
5 ciastek kokosowych polanych czekoladą -.- = 330 kcal
2 szklanki mirindy jabłkowej = 172 kcal
Razem = 1 086 kcal

Cholera jasna.. Nienawidzę siebie za te bilanse. Ale jutro do szkoły, więc będzie lepiej. Musi być lepiej.

2 komentarze:

  1. Bilanse nie za piękne, ale nie załamuj się...
    Wyobrażam sobie co musiałaś czuć czytając informacje w internecie na temat wrzodów jednak doskonale widać, że nie wszystko jest takie straszne, jak się nam w pierwszej chwili mogłoby wydawać.
    A ojcem się nie przejmuj, pogada sobie i mu przejdzie, to, że skończyłaś 18 lat nie znaczy, że musisz już harować jak wół, wyprowadzić się i zakładać rodzinę. To przecież Twoje życie i zrobisz z nim co będziesz chciała i kiedy Ty będziesz chciała. Nie warto brać do siebie słów innych. Można jedynie z nich wyciągnąć jakieś korzystne dla siebie wnioski. Jakby nie było nikt za nas życia nie przeżyje...
    Wierzę, że następnym razem pochwalisz się nam boskim bilansem, dasz radę ! *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnie znaleźć blog osoby która zmaga się z podobną wagą jak ja i też się odchudza :), kochana ćwiczysz coś?

    OdpowiedzUsuń