Znowu nie pisałam długo. Ile mnie nie było? Tylko kilka dni, a czuję jakby minął miesiąc i nie wiem co u Was. Przepraszam. Postaram się to nadrobić jak najszybciej się da.
Póki co ogarniam swoje oceny, życie, dietę i ćwiczenia. Na to półrocze wychodzą mi całkiem dobre oceny. Większość już poprawiłam. Nieco bliżej jestem z jedną z moich znajomych z klasy. Chyba mogę ją nazwać moją przyjaciółką, skoro nikogo bliższego jeszcze nie mam. Z moją starą przyjaciółką, z którą nie gadałam poza "cześć" już od prawie roku, zaczęłam odnawiać znajomość. Jednak ona się bardzo zmieniła. Ja w sumie też. Może uda nam się odbudować to, co zepsułam chowając się w 4 ścianach mojego domu?
Dieta idzie dobrze. Kalorii nie liczę, bo nie czuję potrzeby. Nie wiem, czy chudnę, ale boję się wagi. Moje przedostatnie ważenie ucieszyło mnie niezmiernie, bo waga pokazała 83,6, czyli zobaczyłam tą 3 na drugim miejscu! <3 Ale wczorajsze ważenie pokazało, że za bardzo się cieszyłam, bo wyszło znowu 84 kg. Oficjalne ważenie w sobotę. Wiem, że nie powinnam się tak tym martwić. Woda, więcej zjadłam, ćwiczenia, mięśnie itd. Normalna rzecz. Ale wkurza mnie to, że nie czuję, że chudnę. Kiedyś z każdym burczeniem brzucha czułam te spadające ciężary tłuszczu spod mojej skóry, a teraz jestem prawie cały czas najedzona. Dobrze, że tak jest, ale dziwnie tak mieć motywację, walczyć o marzenie i jeść aż tyle. Jem czasami nawet 2000 kcal, gdzie kiedyś było to dla mnie nie do pomyślenia, chyba, że przy napadzie. Ta wątpliwość co do skuteczności diety.. To kiedyś minie? Będę jeszcze kiedykolwiek czuła się dobrze jedząc sporo jedzenia mimo, że jest ono zdrowe?
Dobrze, że mnie chociaż humor nie opuszcza i że mam tyle rzeczy, które chciałabym zrobić. Nawet ku zdziwieniu moim i mojej mamy zaczęłam gotować! Jednak przeszkodą do zrobienia tego wszystkiego jest brak czasu (co widzicie po zaniedbanym blogu) i spowodowane przez to niewyspanie.
Jutro tłusty czwartek. Stare zwyczaje powodują, że boję się tego dnia, ale plany mam dobrze rozpracowane na ten dzień.
Ciekawa jestem co u Was :)


Też mam takie poczucie... Że nie chudnę, ale tyję. Ostatnio na wadze zobaczyłam tak niebotyczne dla mnie wyniki, że drżę przed oficjalnym ważeniem, mimo, że niby wszystko ok... Ale to chyba takie schizy odchudzających się, mam nadzieję, że nam to minie ;) Na brak czasu cierpią chyba wszyscy, szkoła jest szalenie absorbująca. Trzeba po prostu dobrze wypośrodkować czas poświęcany na poszczególne fragmenty życia. Z dwojga złego lepiej zawalić parę dni bloga niż szkołę, dietę... Blog wybaczy i poczeka, szkołę można sobie jednym głupim wybrykiem zaprzepaścić na długo... Z dietą to każdy wie, jak jest. Każde odstępstwo powoduje wyrzuty sumienia. Ale tęskniłyśmy za tobą, dobrze, że już jesteś ;) Trzymaj się!
OdpowiedzUsuńWątpliwości na pewno miną. Lepiej zdrowo i wolniej niż szybko i wpakować się w chorobę.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki :)
Na zdrowszej diecie efekty przyjdą wolniej, ale jak już je zobaczysz całe zwątpienie minie :)
OdpowiedzUsuńTrzymam za ciebie kciuki ;*
Dobrze że przestałaś liczyć kalorie, bo to jest okropny nałóg, ja już nie potrafiłabym przestać. Super że z kumpelą odnawiacie przyjaźń :) ściskam kochana ♡
OdpowiedzUsuń